Czasem myślę,że to zepsułoby wszystko co do tej pory zdążyło się ułożyć, ale z drugiej strony już nie zależy mi na tym.I tak wszystko zmierza do przegranej, tym bardziej kiedy ja jestem zawodnikiem. Nawet kiedy czuję się lepiej, nie wiem do czego to wszystko zmierza. Może być na chwilę dobrze, ale co będzie potem? I jak to sobie zapewnić? Dbamy o tak wiele... Nie zawsze nam się to udaje. W naszych umysłach zaprząta się tyle rzeczy, a reszta gdzieś nieodwracalnie nas jakby opływa, a czas przemyka między palcami. Chciałabym żeby stanął w miejscu, a raczej żeby przyszłość nie mogła nadejść. Boję się przyszłości. To dziwne, bo w końcu nigdy tak naprawdę jej nie doświadczymy.
Nie mogę znieść ciągłości upływającego czasu. Chcę żeby każdy następny dzień był tak młody jak dzisiaj, a wczorajszy nie pokazywał nagłych zmian postępu czasu, który teraz będzie istnieć tylko w zawieszeniu. Kiedyś chciałam żeby to wszystko nie biegło tak szybko. Potem prosiłam, a teraz błagam. Mam wrażenie, że coś mi ucieka, opuszcza już na zawsze. Nie mogę też pojąć jak wszyscy poddajemy się iluzji myśląc, że idziemy dalej, rozwijamy się.
Każdy kolejny dzień przybliża do śmierci
Myślałeś tak nad tym kiedyś?
WelcomeAtChaos
