czwartek, 4 czerwca 2015

"Wiesz, chciałabym się podzielić...Tyle się przydarza"

Dzisiaj ciężki dzień. Jestem tak bardzo zmęczona. Mogę patrzeć się cały czas w jeden punkt. Czuję się jak warzywo. Jest we mnie niewyobrażalnie pełno rezygnacji i obojętności. Chociaż najwyraźniej nie do końca, skoro płaczę i okazuję określone uczucia. Czasem tylko zamykam oczy i wyobrażam sobie śmierć. Czuję się przez to lepiej, a może tylko mi się tak wydaje. Nie wierzę już samej sobie. Sen miesza mi się z rzeczywistością. Rozważając poszczególne zdarzenia już sama nie wiem czy wydarzyły się na prawdę czy był to sen. Wartości tych światów się równoważą. To jedyna cząstka śmierci, którą mogę sobie zapewnić. Jestem zła na siebie już z samego faktu, że jestem smutna. Mam co jeść, nie jestem chora. Słyszę pretensje, że targam się na swoje życie, a ktoś inny tak bardzo chciałby je mieć. Jeśli byłoby to możliwe oddałabym je mu. Dlaczego robią mi wyrzuty, to nie ja ich zabijam i nakładam na nich ciężary chorób. A może po prostu lubimy zachwycać się śmiercią kiedy nas nie dotyczy. Może tak na prawdę już przestałam chcieć umrzeć i boję się pragnąć czegoś innego, bo to już dobrze znam? Nie ufam samej sobie. Nie wiem co za chwilę mogę zrobić. To absurdalne, ale boję się, że stracę nad sobą kontrolę, ale już do tego doszło. Oprócz tego, że śpię czytam też wiersze. Wtedy wszystko trochę mniej boli. Kocham kiedy są absurdalne... Ironia jest trochę lekarstwem.   

Wiesz, chciałabym się podzielić...
Tyle się przydarza.
Wiesz, nie mam podzielności uwagi,
toteż kiedy jem, palę i piję,
czytam książkę i oglądam telewizję
nie mogę w tym czasie nikogo kochać.
Nie bierze mnie polityka,
bo nie mam podzielności uwagi,
musiałabym przestać żyć.
Wiesz, chciałabym ci powiedzieć,
Ale nie mam którędy...



   WelcomeAtChaos


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz