W szkole jakoś sobie radzę. Jeśli "jakoś" to dobre słowo. Wszystkich zapewniam, że u mnie jest ostatnio jak zwykle. Tylko że moje "jak zwykle" kryje wiele niezbyt zwykłych rzeczy. Pada śnieg. Okropnie, czyż nie? Zdecydowanie wolę klasyczną jesienną szarówkę i lekki deszcz.
Ciągle myślę tylko o szpitalu. Wiem, że życie toczy się tam dalej... Tylko beze mnie. Tam jest się bardziej bezpiecznym. Dlatego zawsze lubiłam przebywać w izolatce, ale czasem żeby być bezpiecznym przed samym sobą, nie wystarczą okna i drzwi bez klamek a nawet 2 kamery w jednym pomieszczeniu. Depresji i lęków nie leczy się na kozetce u psychologa... No może po części. Leki to też inna sprawa. Najbardziej ze wszystkiego pamięta się walkę z samym sobą. Godziny przesiedziane w kaftanach i zapłakane, pełne bólu noce w ciemnym korytarzu. Nocne skrzypienie łóżka od trzęsącego się przestraszonego ciała.
Tak się z tym walczy? To czym jest wyjście z depresji? -Celem nieosiągalnym, samo myślenie i pragnienie tego jest w pewnym sensie absurdem. Kto może wyjść na wyżyny wręcz nadludzkiego dokonania, wyrwać się z sideł cierpienia i w bólu odnaleźć samokontrolę? A jednak są tacy...
Jesteśmy silni. Cholernie silni. Godni z nas wojownicy. Bo która z wojen toczyła się o szczęście ludzkich dusz? Po prostu od dzisiaj niszcz to co niszczy Ciebie
WelcomeAtChaos



