Boli mnie świat. Wszystko oparte jest na naszym bólu. Mam wrażenie, że to ja muszę to wszystko udźwignąć, ale nie mogę. Jak to jest? Że inni o tym nawet nie myślą, a innych to tak obciąża. Żaden człowiek nie winien cierpieć, być skazany na ból duszy i mieć na barkach męczarnie świata.
"Chcę z tym skończyć, naprawdę. Jestem zmęczony.
Zmęczony wędrówką samotnie jak jaskółka w deszczu
i tym, że nigdy nie miałem przyjaciela, który powiedziałby
mi skąd, gdzie i dlaczego idziemy.
Głównie jestem zmęczony tym jacy są ludzie dla siebie.
Zmęczony jestem tym cierpieniem, które
czuję i słyszę codziennie.
Za dużo tego...
To tak jakbym miał w głowie kawałki szkła,
przez cały czas,
rozumiesz? "
(~Zielona Mila)
Ostatnio nie wiem co myśleć, co pisać, co robić. Mogę przez cały czas leżeć i patrzeć się w jeden punkt.
Rozważam słowa usłyszane kiedyś od wielu osób. Ponoć świat stoi przede mną. Szkoda, że tylko ja tego nie widzę. Wydaje mi się, ze to ja stoję przed wielkim, niebezpiecznym światem, gdzie nie mam pewności czego doświadczę. Albo źle przedstawiamy świat, jako coś wielkiego, uosobionego. Może to wszystko toczy się samoistnie? Jest neutralne i nie ma żadnego znaczenia?
WelcomeAtChaos



