sobota, 28 listopada 2015

Dużo się zmieniło.

 Dużo się zmieniło.
Tak, to dobre określenie na to wszystko. Najlepsze po ciągłych rozwodzeniach się i długich, bezsensownych wyjaśnieniach. Blog wywróciłam do góry nogami. Ale jeszcze nic o tym nie powiem.
 Będę pisać inaczej, już piszę. Nie lubię postrzegać tego wszystkiego jako radykalniej zmiany i nagłej rewolucji. Gdyż nie było  nawet jej kulminacyjnego momentu. A nawet nie było jej jakby wcale.
 Będą felietony, będą wiersze. 
 Będzie mój ukochany absurd i psychodeliczność.
Nie zdążyłam przysłowiowo ogarnąć jeszcze tego wszystkiego. Dużo rzeczy jest tymczasowo.
Sama jestem ciekawa tego wszystkiego. Ale pierwszy raz od dawna nie wymagam od siebie niezdrowo wszechobecnego sukcesu. To dobre uczucie.

                                                                                                                                

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Boli mnie świat...

 Znowu kolejna doba. Jak Ci ona mija? U mnie jest nie najgorzej. Nie mam prawa narzekać, przecież nie umieram z odwodnienia czy głodu.Tylko czasem smutno mi tak trochę...Trochę bardzo. Choć wiem, ze nie powinno.Jestem zła na samą siebie za to, że źle się czuję z tym wszystkim wkoło. Mimo, że każdy ponoć ma do tego prawo.
 Boli mnie świat. Wszystko oparte jest na naszym bólu. Mam wrażenie, że to ja muszę to wszystko udźwignąć, ale nie mogę. Jak to jest? Że inni o tym nawet nie myślą, a innych to tak obciąża. Żaden człowiek nie winien cierpieć, być skazany na ból duszy i mieć na barkach męczarnie świata.

"Chcę z tym skończyć, naprawdę. Jestem zmęczony. 
Zmęczony wędrówką samotnie jak jaskółka w deszczu
i tym, że nigdy nie miałem przyjaciela, który powiedziałby
mi skąd, gdzie i dlaczego idziemy.
Głównie jestem zmęczony tym jacy są ludzie dla siebie.
Zmęczony jestem tym cierpieniem, które
czuję i słyszę codziennie.
Za dużo tego...
To tak jakbym miał w głowie kawałki szkła,
przez cały czas,
rozumiesz? "
                                                  (~Zielona Mila)

 Ostatnio nie wiem co myśleć, co pisać, co robić. Mogę przez cały czas leżeć i patrzeć się w jeden punkt.
Rozważam słowa usłyszane kiedyś od wielu osób. Ponoć świat stoi przede mną. Szkoda, że tylko ja tego nie widzę. Wydaje mi się, ze to ja stoję przed wielkim, niebezpiecznym światem, gdzie nie mam pewności czego doświadczę. Albo źle przedstawiamy świat, jako coś wielkiego, uosobionego. Może to wszystko toczy się samoistnie? Jest neutralne i nie ma żadnego znaczenia?


  WelcomeAtChaos



piątek, 19 czerwca 2015

Tyle jest we mnie, a wszystko jest poza mną

 Chcę zapomnieć o dzisiejszym dniu i wszystkim co się wydarzyło. Chcę tylko zasnąć i nic nie pamiętać. Ale przecież za rok to już nie będzie w żaden sposób ważne.
CODZIENNIE śni mi się szpital. Ostatnio miałam tylko 3 dni przerwy od powracających snów. Każdy jest inny. I w każdym tam wracam. Obserwuję różne sytuacje, widzę ludzi na oddziale. Czasem bywa gorszy dzień, kiedy zapną parę osób w pasy, a innym razem jest zupełnie spokojnie. Raz jestem niewidoczna dla innych, a w innym śnie przebywam na oddziale i poznaję ludzi. Przedstawiam się, rozmawiam z nimi. Tak jak było to naprawdę. Opowiadają mi swoje historie.
 To dziwne.. bo kiedy się budzę, tęsknię za nimi. Czy można tęsknić za kimś kto nie istnieje? Albo bać się tego co się nie wydarzy? 
 Tyle jest we mnie, a wszystko jest poza mną. Kiedy nie mogę czegoś znieść i nie mam nad tym wpływu, tworzę kolejną iluzję, która chroni mnie przed bezwzględną prawdą, której nie chcę zobaczyć. Może kiedyś tak przestanę. Jeszcze mnie na to nie stać, jeszcze noc jest młoda, jeszcze daleko mi do dojrzałości...

Bolą mnie miłości,
których nie przeżyłam

 Przerażają mnie śmierci,
w których nie brałam udziału

Lękam się światów, 
  w których nie zamieszkam

 Boję się siebie, 
której nie znam


   WelcomeAtChaos


 

środa, 10 czerwca 2015

Wiesz co myślę? Z jakiegoś powodu boimy się być szczęśliwi...

 Dziś jest wyjątkowo dobrze. Czasem nawet zapominam, o tym wszystkim co ciągnie się za mną. Nie wiem, czy dobrze o tym nie myśleć, wiem tylko, że nie chcę tego mimo wszystko stracić.
 Okropna jestem, czyż nie ? Chcę pozbyć się tego co powoduje moją rozpacz, ale można powiedzieć, że kocham mój smutek. Na swój sposób... Choć ci na nim jakby "zależy", to nie jesteś przy nim szczęśliwy. Jakbyś przecież zapomniał, że to smutek. Domaga się aby go pielęgnować. Czy umiałabym jego i to wszystko tak po prostu zostawić? Nie chcę tego zmieniać. To tworzy mnie tym kim jestem. Myślę, że gdybym nie przeżyła tego wszystkiego nie byłabym tak wartościowa. Myślę, że bez ciągłych obaw nie byłabym wystarczająco dobra. Myślę, że bez doświadczenia znajomości smutku nie byłabym dość ciekawa. Albo już nie jestem.
 Jesteśmy smutni gdy coś się wydarzy, radośni właściwie nie wiedząc skąd i dlaczego. Może odwróćmy te role ? Tak jak funkcjonuje to u mnie. Nie chcę stracić smutku, chcę tylko pozbyć tego co prześladuje mnie w życiu, realnego źródła lęku. Nie chcę  przyjąć, że to wszystko tak już będzie i że zostanie mi tylko się przystosować, Lubię niezauważalnie ingerować w świat. Żeby jeszcze tego było mało to w taki sposób aby to było dla mnie wygodne.
 Ty też się źle czujesz? Wiesz co myślę ? Że boimy się być szczęśliwi. Z jakiegoś powodu uważasz, że Twoje życie powinno być szare, nieciekawe i trudne. Myślę, że specjalnie przyjmujemy pozę wiecznie niespełnionych i nieszczęśliwych. Tak jest łatwiej, prawda ?

Jeśli wychodzisz z założenia, że życie jest łatwe lub powinno takie być, to przeżywasz nieustanne rozczarowania - ciągle czujesz się ofiarą. Jeśli wychodzisz z założenia, że życie jest ciężkie, to czujesz miłe zaskoczenie, że masz dość ciepłej wody na kąpiel.
- Amy Jenkins



   WelcomeAtChaos

czwartek, 4 czerwca 2015

"Wiesz, chciałabym się podzielić...Tyle się przydarza"

Dzisiaj ciężki dzień. Jestem tak bardzo zmęczona. Mogę patrzeć się cały czas w jeden punkt. Czuję się jak warzywo. Jest we mnie niewyobrażalnie pełno rezygnacji i obojętności. Chociaż najwyraźniej nie do końca, skoro płaczę i okazuję określone uczucia. Czasem tylko zamykam oczy i wyobrażam sobie śmierć. Czuję się przez to lepiej, a może tylko mi się tak wydaje. Nie wierzę już samej sobie. Sen miesza mi się z rzeczywistością. Rozważając poszczególne zdarzenia już sama nie wiem czy wydarzyły się na prawdę czy był to sen. Wartości tych światów się równoważą. To jedyna cząstka śmierci, którą mogę sobie zapewnić. Jestem zła na siebie już z samego faktu, że jestem smutna. Mam co jeść, nie jestem chora. Słyszę pretensje, że targam się na swoje życie, a ktoś inny tak bardzo chciałby je mieć. Jeśli byłoby to możliwe oddałabym je mu. Dlaczego robią mi wyrzuty, to nie ja ich zabijam i nakładam na nich ciężary chorób. A może po prostu lubimy zachwycać się śmiercią kiedy nas nie dotyczy. Może tak na prawdę już przestałam chcieć umrzeć i boję się pragnąć czegoś innego, bo to już dobrze znam? Nie ufam samej sobie. Nie wiem co za chwilę mogę zrobić. To absurdalne, ale boję się, że stracę nad sobą kontrolę, ale już do tego doszło. Oprócz tego, że śpię czytam też wiersze. Wtedy wszystko trochę mniej boli. Kocham kiedy są absurdalne... Ironia jest trochę lekarstwem.   

Wiesz, chciałabym się podzielić...
Tyle się przydarza.
Wiesz, nie mam podzielności uwagi,
toteż kiedy jem, palę i piję,
czytam książkę i oglądam telewizję
nie mogę w tym czasie nikogo kochać.
Nie bierze mnie polityka,
bo nie mam podzielności uwagi,
musiałabym przestać żyć.
Wiesz, chciałabym ci powiedzieć,
Ale nie mam którędy...



   WelcomeAtChaos


środa, 20 maja 2015

Każdy kolejny dzień przybliża do śmierci

    Długo mnie tu nie było. Przepraszam, ale technologia jest niestety dosyć zawodna. Przez ten czas bywało różnie. Byłam u psychiatry. Wypisał mi drugie skierowanie do szpitala psychiatrycznego. Mama nie wyraziła zgody na drugą hospitalizację. Sama nie wiem czy chciałabym wrócić.
 Czasem myślę,że to zepsułoby wszystko co do tej pory zdążyło się ułożyć, ale z drugiej strony już nie zależy mi na tym.I tak wszystko zmierza do przegranej, tym bardziej kiedy ja jestem zawodnikiem.  Nawet kiedy czuję się lepiej, nie wiem do czego to wszystko zmierza. Może być na chwilę dobrze, ale co będzie potem? I jak to sobie zapewnić? Dbamy o tak wiele... Nie zawsze nam się to udaje. W naszych umysłach zaprząta się tyle rzeczy, a reszta gdzieś nieodwracalnie nas jakby opływa, a czas przemyka między palcami. Chciałabym żeby stanął w miejscu, a raczej żeby przyszłość nie mogła nadejść. Boję się przyszłości. To dziwne, bo w końcu nigdy tak naprawdę jej nie doświadczymy.
 Nie mogę znieść ciągłości upływającego czasu. Chcę żeby każdy następny dzień był tak młody jak dzisiaj, a wczorajszy nie pokazywał nagłych zmian postępu czasu, który teraz będzie istnieć tylko w zawieszeniu. Kiedyś chciałam żeby to wszystko nie biegło tak szybko. Potem prosiłam, a teraz błagam. Mam wrażenie, że coś mi ucieka, opuszcza już na zawsze. Nie mogę też pojąć jak wszyscy poddajemy się iluzji myśląc, że idziemy dalej, rozwijamy się.

Każdy kolejny dzień przybliża do śmierci

 Myślałeś tak nad tym kiedyś?
  



    WelcomeAtChaos






czwartek, 2 kwietnia 2015

"Jest panem samego siebie, zdobył już szczyptę nieśmiertelności"

 Dzisiaj wszystko minęło szybciej niż zazwyczaj. Mimo to jak zwykle nie mogłam znieść ciągłej świadomości o moim nieprzerwanym istnieniu. To dziwne. Czy tylko mnie męczy już sama świadomość tego, że żyję? Wracając... zrobiłam to co zawsze kiedy chcę choć na chwilę uciec-poszłam spać. Czyli w zasadzie nic nowego.
 Na szczęście dzisiaj nie musiałam się w nic dużo angażować. Siedziałam przy oknie z herbatą, patrząc na niewyobrażalność równomierności spadających z nieba płatków śniegu. Wszystkich zadziwia śnieg na początku kwietnia. Dlaczego nie spotyka się niby z akceptacją? Bo co? Nie jest banalny i oczywisty. Przynajmniej miał odwagę zrobić coś innego, przekroczyć granice własnych możliwości. Ale nikt tak o tym nie myśli. Dla ludzi wciąż gdzieś zabieganych to tylko głupi śnieg, który tyko spowolnia ich plany.
 Nie rozumieją tego bo może sami wolą być oczywiści. Nie rozumiem co w tym takiego. Myślę, że to  dobrze gdy człowiek zawodzi nasze oczekiwania, kiedy nie odpowiada z góry powziętym wyobrażeniom.
Typowość to koniec człowieka, to wyrok na niego. Jeżeli nie da się go podciągnąć pod żaden wzorzec, jeżeli nie jest typowy, to znaczy, że spełnia co najmniej połowę wymagań, jakie stawia się człowiekowi. Jest panem samego siebie, zdobył już szczyptę nieśmiertelności...
 Dobranoc :)
 Przypominam, że możecie pisać kiedy tylko chcecie.
welcomeatchaos@wp.pl
 

środa, 1 kwietnia 2015

Bardziej codziennie

 Cześć Aniołki :) Dzisiaj nie wycisnę z siebie chyba nic sensownego więc tylko napiszę co u mnie.
Tym razem noc przemknęła dosyć spokojnie. To pierwszy dzień z ostatniego czasu kiedy nie miałam koszmaru. Niech tak póki co zostanie.
 Zdołałam w ostatniej chwili wstać i doczołgać się do mojego piekła (czyt. szkoły) Nie było tak źle jak myślałam, to trzeba przyznać. W końcu to już ostatni dzień szkoły przed Świętami.
 Nie mogę ustalić na ten czas nowej wizyty u psychologa i psychiatry. Za to dzisiaj byłam na terapii rodzinnej. Nic nowego... Jak za każdym razem. Nie chcę wchodzić już w szczegóły. Męczą mnie takie spotkania. Właściwie jakby nie patrzeć to męczy mnie większość rzeczy, wymagających jakiegokolwiek zaangażowania. Jestem raczej osobą, której nie przeszkadzałaby myśl przespania całego życia. Z psychologicznego punktu widzenia nie jest to w żadnym stopniu dobre i zdrowe podejście, wręcz typowo depresyjne.
 Czasami kiedy wertuję swoje myśli łapię się na akceptowaniu ich w określony sposób. Aby wiedzieć czy dana myśl jest poprawna aby ją zakodować postępuję według terapeutycznych strategii. Za dużo przebywam z psychologami... Swoją drogą, to dziwni ludzie. Nienawidzisz ich też z samego faktu, że nie chcesz słuchać ich rad i tego co Ci chcą powiedzieć. Ale na ogół nie przekraczają cienkiej granicy instruktarzu "Jak masz żyć". Na ogół :)
 Z dzisiaj tylko tyle. Przepraszam, wiem, że ostatnio nie poruszam danych tematów tylko więcej piszę o sobie. Nie wiem czy wam to odpowiada. Mam nadzieję, że chociaż w niewielkim stopniu.
 Dobranoc Aniołki
 welcomeatchaos@wp.pl

   WelcomeAtChaos


wtorek, 31 marca 2015

"Godni z nas wojownicy..."

 Witajcie znowu. Długo nie pisałam bo wszystko zaczęło się powoli staczać. Przez jakiś czas myślałam, że będę miała nawrót. Ale nawet jeśli to nie mogę wrócić do szpitala. Choć tak bardzo bym chciała...
 W szkole jakoś sobie radzę. Jeśli "jakoś" to dobre słowo. Wszystkich zapewniam, że u mnie jest ostatnio jak zwykle. Tylko że moje "jak zwykle" kryje wiele niezbyt zwykłych rzeczy. Pada śnieg. Okropnie, czyż nie? Zdecydowanie wolę klasyczną jesienną szarówkę i lekki deszcz.
 Ciągle myślę tylko o szpitalu. Wiem, że życie toczy się tam dalej... Tylko beze mnie. Tam jest się bardziej bezpiecznym. Dlatego zawsze lubiłam przebywać w izolatce, ale czasem żeby być bezpiecznym przed samym sobą, nie wystarczą okna i drzwi bez klamek a nawet 2 kamery w jednym pomieszczeniu. Depresji i lęków nie leczy się na kozetce u psychologa... No może po części. Leki to też inna sprawa. Najbardziej ze wszystkiego pamięta się walkę z samym sobą. Godziny przesiedziane w kaftanach i zapłakane, pełne bólu noce w ciemnym korytarzu. Nocne skrzypienie łóżka od trzęsącego się przestraszonego ciała.
 Tak się z tym walczy? To czym jest wyjście z depresji? -Celem nieosiągalnym, samo myślenie i pragnienie tego jest w pewnym sensie absurdem. Kto może wyjść na wyżyny wręcz nadludzkiego dokonania, wyrwać się z sideł cierpienia i w bólu odnaleźć samokontrolę? A jednak są tacy... 
 Jesteśmy silni. Cholernie silni. Godni z nas wojownicy. Bo która z wojen toczyła się o szczęście ludzkich dusz? Po prostu od dzisiaj niszcz to co niszczy Ciebie



   WelcomeAtChaos

czwartek, 19 marca 2015

Po co nosić maskę skoro nie ma się już twarzy?

 Pogoda jest coraz lepsza. Mimo to nie sądzę, że nawet to jest w stanie poprawić moje samopoczucie. Nieważne czy świeci słońce, mogę i tak wiecznie siedzieć w domu i nie wychodzić z pokoju. Jeśli idę już na spacer to najczęściej na cmentarz i kiedy jest bardziej pochmurnie.
 Dużo śpię i kiedy tylko się obudzę dochodzę do tego samego wniosku. Wszędzie jest tak bardzo pusto i nie mogę sobie z tym poradzić. Na ulicach- puste dusze, każda z nich idzie po przeznaczonej dla siebie prostej, czasem te proste się przetną ale nikt nie zwraca na to uwagi. W rozmowach- Puste słowa, w głowie- puste myśli, w oczach- pusty obraz. Nawet siebie nie potrafię niczym napełnić. Nie mogę tylko znieść tego skrajnego położenia moich odczuć. Jak to jest? Że... czasem nie czuję prawie nic, jestem jak... papier a potem czuję za dużo? Czasem próbuję setny raz od nowa. Myślę , że to nic nie daje.. i tak każdy kolejny raz jest jak zmiana maski. A kto ich dzisiaj nie nosi? Niektóre ukrywają tak wiele. W głowie mam wielką kolekcję masek. Nie można żyć wśród innych takimi jakimi jesteśmy, po prostu.. to za dużo kosztuje. Jest gorzej kiedy przy wykonywaniu roli zapominamy kim byliśmy. Bo przecież, po co nosić maskę kiedy nie ma się już twarzy? Jednak jestem wdzięczna pozorom. Nie umiałabym bez nich teraz żyć.

        - Śmiałam się przez pół dnia, czy pomyślałbyś, że w nocy chciałam popełnić samobójstwo?-


welcomeatchaos@wp.pl

   WelcomeAtChaos

środa, 18 marca 2015

"Umrzeć można zawsze, a istnieć tylko teraz"

    Witajcie znowu Aniołki. Jestem taka zmęczona... Z każdym dniem wydaje mi się, że coraz ciężej jest żyć. Czy tak ma być już zawsze?  Poranek, gdy nie chce się wstać, zmierzch, kiedy nie chce się jeszcze umierać, wieczór pełen obaw, niekończące się noce udręk. Już nie potrafię płakać, chyba nie potrafię. A kochać ? Gdzie podziało się moje uczucie miłości ? Boże, co ja ze sobą zrobiłam ?  Nie nadaję się już chyba do niczego. A ja ciągle dziwię się dlaczego nikt przy mnie nie chce zostać.Wiem tylko, że umrzeć można zawsze, a istnieć tylko teraz. Daję Życiu szansę, ale czy zdoła zauroczyć mnie równie jak Smierć ? Jeśli nie, to odejdę jutro.. A jeśli nie to jeszcze później. Po prostu jestem i obserwuję do czego to wszystko zmierza. Lubię pisać, zwłaszcza gdy jest mi bardzo źle. Bo jaki ty jesteś mój świecie ? Niby wszystko takie proste, wszytko ma swoje określone miejsce. Tylko, że ja nic z tego nie rozumiem albo rozumiem, kiedy jest już za późno...
 Proszę, napiszcie do mnie. Chcę z kimś tak bardzo porozmawiać...

welcomeatchaos@wp.pl


   WelcomeAtChaos

wtorek, 17 marca 2015

"Jestem taka bogata..."

 Tak myślę... Nurtuje mnie pytanie, nad którym nie zastanawiałam się w zasadzie nigdy. KIM JESTEM ?
Myślałam zawsze, że to proste-sobą... To ja. Ale KTO TO JEST JA ? Czasem zastanawiam się nawet jaka naprawdę jestem. Wiem tylko, że mam depresję. Nie jestem depresją. Niby. Ale jesteśmy sobie bliskie, to trzeba przyznać. Jesteśmy w dość toksycznym związku. Bardzo drażni mnie kiedy psychologowie mówią , że mam się jej pozbyć. Jest jakby częścią mnie i mojego charakteru. Jeśli odejdzie ona, odejdą też jakiekolwiek resztki mojej wartości. Poznała mnie dość dobrze. Tak się składa, że umiemy karmić się tymi samymi rzeczami.  Albo to ona karmi się we mnie. Ciężko się z nią żyje, ale za to bez niej jest jakby pusto. Bo z nią pustka jest pełniejsza. Jeśli można to tak nazwać. Czasem myślę, że jesteśmy razem od dawna, ale teraz jestem świadoma jej obecności. Podoba mi się, że zawsze wplata się w czyjej życie dyskretnie, powoli i krok po kroku. Zanim się zorientujemy już zdąży nas oczarować. To skomplikowane, że ślubujesz komuś wierność i że go nie opuścisz aż do śmierci, kiedy to on właśnie powoli cię zabija i niszczy. Potem już nie wiesz kim jesteś. Ja nawet nie wiem co mam . Mam trochę znajomych, mam nieurzeczywistnioną miłość. Mam głupią nadzieję, że może warto jeszcze pożyć. Samotność mam i bezsenne noce. Jestem taka bogata...


                                                                 welcomeatchaos@wp.pl  


     WelcomeAtChaos



"Nikt nie lubi mieć smutnych przyjaciół..."

 Witajcie. Dawno mnie tu nie było, ale dopiero niedawno wyszłam ze szpitala. Bardzo to przeżywałam, w końcu spędziłam tam ponad pół roku. Próbowałam ogarnąć trochę moje życie, jeśli jest to w ogóle możliwe.
 Będę częściej dodawać posty. Dotąd mało pisałam o moim życiu. Myślałam, że nikogo to nie zainteresuje Odzwyczaiłam się od mojego starego stylu pisania.
 Wróciłam do szkoły. Mam zajęcia indywidualne, muszę nadrobić wszystkie zaległości z poprzedniego półrocza. Potem wracam do domu i nie mogę znieść trwałego doświadczania rzeczywistości. To raczej nie jest naturalne. Więc jedyne co mogę robić to śpię. Mogę zasnąć o każdej porze. Śpię w nocy, w szkole na przerwach i w domu. To najlepsze co ostatnio mnie napotyka- SEN. Cały czas żyję, ale zawieszona pomiędzy stanem rzeczywistości a nieświadomości . To co wokół mnie nie ma ze mną wtedy bezpośredniej styczności. Jakie to mogłoby być piękne, żyć ale zasnąć i nigdy się nie obudzić. Żyć swoim snem.
 Nie mam z kim rozmawiać. Wszyscy ludzie i wspomnienia zostały w szpitalu. Siedzę na korytarzu sama i słucham muzyki. ONI są tylko do zabawy do pośmiania się, inaczej ich nie interesujesz. Spójrzmy szczerze, nikt nie chce mieć smutnych przyjaciół, bo takim trzeba przecież pomagać, a oni nie maja na to czasu i ochoty. Chciałam powiedzieć kiedyś przyjaciółce, że się źle czuję i dlaczego... Powiedziała "Jak masz pisać takie rzeczy, to nie pisz do mnie wcale". No dobrze... W takim razie stosuję się do tego.Spytałam się ostatnio czy mogę do niej napisać kiedy źle się poczuję i będę smutna. Powiedziała NIE. Tyle mi wystarczy.Może to i lepiej. Nie wszystko jest dane nam rozumieć... Pozorne szczęście w dzisiejszym świecie jest raczej wskazane. Jeśli może KTOŚ Z WAS chce pogadać, to z chęcią. Nawet nie wiecie ile radości mi tym sprawicie. Jeszcze raz przepraszam za taką długa przerwę. Teraz jestem już dla Was iii dziękuje, że jesteście.
     Trzymajcie się Aniołki...



                                                                 welcomeatchaos@wp.pl